Oto jeden z najpiękniejszych domów, jakie ostatnio widziałam. Swobodnie nawiązuje do najlepszych tradycji europejskiego modernizmu, jest doskonale zintegrowany z otoczeniem, a minimalistyczna harmonia i oszczędna estetyka wnętrz nie sprawiają wrażenie zimnych i „katalogowych”. Budynek, który powstał w Buenos Aires, zaprojektował Mathias Klotz – chyba najbardziej znany na świecie chilijski architekt.
Z kilku powodów umieszczam ten dom na liście top 10 najpiękniejszych inspiracji. Po pierwsze, budynek jest prawie parterowy (z wyjątkiem niedużej nadbudowy). Pomimo wielu prób przekonania się do schodów nadal uważam, że jeden poziom to naturalne, wygodne i logiczne rozwiązanie w budynkach mieszkalnych.

Po drugie, dom zbudowano na planie L, co według mnie jest układem idealnym. Zaciszne atrium, które wówczas powstaje, gwarantuje mieszkańcom komfort i intymność. Nawet wielkie przeszklenia graniczące z wewnętrznym dziedzińcem nie narażają domowników na ciekawskie spojrzenia, co ważne jest szczególnie w przypadku niedużych działek. Ponadto, dwa skrzydła pozwalają na łatwe wydzielenie stref – dziennej i nocnej, przy czym z każdej z nich mamy łatwy dostęp do ogrodu.

Po trzecie, uwielbiam kreatywne wykorzystanie dachu. Skandynawowie lubują się w obsadzaniu ich zielenią, stapiając dom z otoczeniem. Willa w Buenos Aires wykorzystuje podstawowy atut tej strefy klimatycznej – słońce. Dlatego na dachu powstał słoneczny taras z wygodnymi leżakami, uzupełniający taras przy domu, zacieniony fantastycznym ażurowym trejażem.

Czwarty atut – woda. Nie marzę o przydomowym basenie, bo w naszych warunkach klimatycznych to atrakcja dla morsów. Ale niewielki, płytki zbiornik wzdłuż tarasu, wyłożony kamieniem, podświetlony w nocy… Ideałem, do którego wzdycham, jest oczywiście wodne otoczenie barcelońskiego pawilonu Miesa van der Rohe – ikony przedwojennego modernizmu. W willi, o której dziś mowa, basen jest trochę głębszy, ale – tak jak lubię – zbudowany wzdłuż tarasu i wyłożony przepięknym trawertynem.

Trawertyn zresztą rządzi w tym domu, podobnie jak szlifowany beton, szkło, stal i drewno – materiały ponadczasowe. Ale nie walczą one o naszą uwagę, są dyskretne, przenikają się w sposób niezauważalny. Bardzo cenię takie podejście – willa jest ewidentnie luksusowa, ale dom luksusem nie epatuje. Wygodnie, pięknie, ze smakiem, ale bez wydumanych rozwiązań, krzykliwych gadżetów i architektonicznych fajerwerków.

I znów to, co kocham – wnętrze swobodnie przenika do ogrodu, zewsząd dostępne tarasy, zieleń zagląda do środka…


A poniżej sypialnia, o jakiej marzę – mnóstwo drewna skontrastowanego z trawertynem o ciepłej barwie, minimum mebli, maksimum przestrzeni. Na deser cudowny widok na zieleń ogrodu, a w chłodne dni – kominek.


Kolory sypialni łagodnie przenikają do łazienki. Tu znów króluje kamień, połączony z powierzchniami szarego betonu i drewnianą stolarką okien. Funkcjonalnie, spójnie, pięknie.

























